poniedziałek, 19 grudnia 2011

Rozdział IV - To nie takie proste.


- Daniel ! - krzyknęła - Nie wpuszczaj go dobrze ? Ja nie wiem co mam mu powiedzieć. Może wyjadą beze mnie . Przecież nie jestem ich córką - patrzyła na przyjaciela, który kiwną jedynie głową na znak, że to załatwi. Kucnęła przy balustradzie przy schodach i przygladała się przebiegowi sprawy. Zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Otworzę - powiedział do służącej wskazując jej droge do kuchni, bez słowa odeszła. Nicola wzięła głęboki oddech, przymrużyła oczy, które po raz kolejny zachodziły łzami.
- Gdzie moja córka ?! - krzyknął na wejściu Andrzej - Chcę z nią porozmawiać - mężczyzna o dużej budowie i mocnym tonie głosu, patrzył na nastolatka jak na mordercę. Od zawsze go nie lubił. W końcu to przez niego Niki nie była taką idealną, porcelanową i nieskazitelną córeczką jak jego żona sobie wymarzyła. Ona i Daniel poznali się w dziwnych okolicznościach. Niki szła kilka lat temu przez park okoliczny park, była jesień, ciemna noc, zaczepiło ją kilku typków otaczając dookoła, rzucali różne obrzydliwe hasła w jej stronę, kiedy jeden z nich zaczął ją szarpać chcąc uderzyć, przybiegł Daniel ze swoimi kolegami zaczynając bujkę w obronie dziewczyny, której wogóle nie znali. Wtedy właśnie poznała całą swoją paczkę, z którą trzyma do tej pory. Są jak rodzina. Gdy jeden upada, drugi go podnosi.
- Proszę nie krzyczeć, nie jest pan u siebie - oznajmił mi nastolatek z miną pełną pogardy - Niezobaczy się pan z córką. Dowidzenia - wskazał ręką na czerwone volvo stojące w odległości kilku metrów od drzwi.
- Ty mi tutaj nie pyskuj gnoju ! - warknął mężczyna przesuwając rękę, która zasłaniała mu wejście do domu - Gdzie moja córka ?! - wkroczył do holu rozglądając się na boki i wykrzykując imię nastolatki.
- Słuchaj facet ! - Chłopak chwycił go za bawełnianą koszulę, udarzył całym ciałem Andrzeja o ścianę przy drzwiach i zciszając ton kontynuował - Jak zaraz stąd nie wyjdziesz, to skończysz jak połowa tego zakłamanego miasta. Nie wiesz z kim zadzierasz, jak mówię, że nie zobaczysz się z Nicolą, to się nie zobaczysz ! - Mężczyzna był w szoku słów które usłyszał - A teraz zabieraj stąd swoją parszywą gębę albo twoje narządy trafią na aukcję - otworzył mu frontowe drzwi, które chwilę wcześniej trzasnęły z hukiem z powodu przeciągu.
- Nicola ! - krzyknął wychodząc z domu, głosem pełnym bezsilności - Kocham Cię, zawsze będziesz moją malutką córeczką bez względu na wszystko.- Po policzku nastolatki spłynęły kolejne łzy, trzymała się kurczowo balustrady, w momencie gdy przed oczyma zanikał świat, zrobiło się jej ciemno przed oczyma. Zemdlała.
- Nicola . Nicola. Ocknij się - Schylony nad nią Daniel klepał ją delikatnie po policzkach. Otworzyła oczy - Całe szczęście - oddetchnął pełną piersią - Za dużo wrażeń co ? Jadłaś coś wogóle ? - wziął Niki na ręcę. Byłą jak martwa. Nic nie mówiła. Położył ją na swoje łóżko, odgarnął jej włosy z twrzy po czym pocałował w czubek nosa
- Dziękuję - szepnęła lekko unosząc kąciki swoich bladoróżowych ust ku górze.
- Nie dziękuj - uśmiechnął się serdeczenie - przyniosę ci śniadanie, sam z resztą jestem głodny
- Nie chcę jeść ..
- Musisz jeść, jak nie będziesz jadła nigdy nie wstaniesz z tego łóżka.
- A kto powiedział, że wogóle chcę wstawać - westchnęła odwracając głowę w stronę okna i spoglądając na błakitne niebo.
- Idę po śniadanie i je zjesz choćbym miał ci robić samolociki jak mojemu bratu - oznajmił wychodząc z pokoju. Niki leżała tak i zastanawiała się co ma zrobić. Cała ta sytuacja z rodzicami sprawiła, że zapomniała o wszytkim, o Sandrze, jej najlepszej przyjaciółce, o Kamilu, o szkole. Po głowie chodziło jej setki różnych sytuacji w których mogłaby się odnaleźć, ale ta była najgorszą z możliwych. Osoby które do tej pory uważała za rodzinę są dla niej nikim. Jej rozmyślania przerwał wchodzący do pokoju Daniel.
- Śniadanie - podał jej tacę pełną smakołyków uśmiechając się przy tym słodko. Niki nie potrafiła pozostawić tego uśmiechu nieodwzajemnionym, uśmiechnęła się delikatnie chwytając za szklanę mleka, wzięła niewielki łyk ledwo przełykając go przez zaciśnięte gardło.
- Muszę iść do toalety - powiedziała wstając. Weszła do marmurowej łazienki, usiadła na zimnych kaflach przy ogormnej wannie, wyjęła papierosa z kieszeni swojej bluzy, odpaliła go trzęsącymi się dłońmi. Zaciągała się nim powstrzymując napływające do jej brusztnowych oczu łzy. Siedziała tak piętnaście minut.
- Żyjesz ? - spytał przyjaciel pukając do drzwi.
- Tak, wykąpię się jak nie masz nic przeciwko.
- Okej, przyniosę ci ręczniki i coś do spania - po kilku minutach znów zapukał, dziewczyna otworzyła i wzięła od niego rzeczy, dziękując. Odkręciła kran i zaczęła szukać po szafakch.
- Kurwa.. gdzie to jest.. - szepnęła sama do siebie. Po czym wyjęła spod umywalki malutkie pudełeczko. Otworzyła je siadając na krawędzi wanny. Pudełko było pełne żyletek, strzykawek, kilka torebeczek białego proszku, kilka fiolek, bandaż oraz kilka tabletek leżących luzem. Rozebrała się i weszła do wypełnionej wodą wanny. Oparła obolały kark o próg wanny i w zamyśleniu przyglądała się żyletce, oglądała ją z każdej strony, jak gdyby nie wiedziała do czego ona służy. Doskonale wiedziała jak jej używać i w jakich celach. Położyła rękę wzdłuż zimnej, białej krawędzi wanny, znalazła punkt na ręce i zrobiła jedno pewne cięcie. Krew spłynęła po jej ręce, przez śnieżnobiały bok wanny wprost do pieniącej się wody. Wraz z krwią wypływającą z jej żył upływała z niej złość, smutek żal i wszystkie uczucia,. których w tym momencie nie chciała, kąciki jej ust opadły w dół na myśl, że po raz kolejny okazała się słabą idiotką nieumiejącą poradzić sobie z własnym popieprzonym życiem. Odetchnęła głęboko, odpaliła sobie kolejnego papierosa i zaciągając zamykała oczy ze zmęczenia, a w głowie krążyło jej tylko jedno zdanie " Kocham Cię, zawsze będziesz moją malutką córeczką bez względu na wszystko. "
- Bez względu na wszystko .. - powtórzyła ocierając łzę spływającą po bladym policzku, odkręciła korek i spuściła różową wodę z wanny. Wyszła, przemyła rękę pod zlewem i zawinęła bandażem znalezionym wraz z żyletkami.
- Zawsze przygotowany - pomyślała ubierając się w granatową koszulę, którą od niego otrzymała.
Wyszła z łazienki czesząc na swojej głowie koka. Rękaw pod którym był bandarz zjechał na dół odkrywając mały sekret Nicoli.
- Co to jest ?! - wrzasnął na nią Daniel robiąc się czerwony ze złości.