sobota, 17 grudnia 2011
Rozdział II - Dla Ciebie wszystko..
Wcisnęła na siebie jeasny i chwyciła za bluzę leżącą na krześle. Powoli i najciszej jak tylko potrafiła zaczęła schodzić po schodach Nie mogła obudzić rodziców, o nie. To by się źle skończyło. Każdy krok stawiała starannie. Ubrała trampki stojące na szafce przy drzwiach frontowych. Otworzyła cicho drzwi i wyszła. Uniosła głowę do góry. Tajemniczy chłopak już stał przy drzwiach. Blondyn. Było zbyt ciemno, by mogła go rozpoznać.
- Kim jesteś ? - spytała krzyżując ręce na piersi. - Wiesz która jest godzina ? Czego chcesz ? - patrzyła na niego.
- Jestem Mateusz. Nie wiem czy mnie pamiętasz, jak wiadać nie. - westchnął . - Jestem przyjacielem Twojego chłopaka.
- Aaa.. Pamiętam Cię ! No ale nie wiem czy jeszcze chłopaka.. - jej oczy zaszły łzami.
- Opwiedział mi co się stało. Piliśmy i teraz nie wiem gdzie on jest. Opowiadał różne bzdury, mówił, że nie chce żyć bez ciebie - Serce Nicoli zabiło mocniej po tych słowach - Nie mogę go znaleźć. Nie wiesz gdzie może być ? - mówił poddenerwowany, trzymając ręce w kieszeniach swojej dużej, czarnej bluzy z emblematem JP. Nicola doskonale wiedziała gdzie znajduje się Kamil.
- Czekaj tu chwilę - rozkazała chłopakowi, wchodząc do domu otarła oczy, chwyciła za torbę znajdującą się na tej samej szafce co były jej trampki. Wyszła zamykając drzwi na klucz - Ja wiem gdzie on jest - oznajmiła wychodząc za bramę.
- Ale ja byłem już wszędzie ! - ruszył za nią niepewnym krokiem.
- Nie byłeś - oznajmiła lekko się uśmiechając, choć smutek ogarniał ją do cna. Wiedziała gdzie będzie Kamil. Zawsze tam chodził, gdy było coś nie tak, gdy miał problem, rozterkę. Spotykali się tam gdy chcieli porozmawiać ze sobą po kłótni, zawsze jedno z nich czekało na drugie jak już było gotowe na rozmowę. Dzięki temu wiele przeszli nie rozstając się. Szli tak nie rozmawiając. Nicola nie miała pytań, była zbyt zamyślona, a Matusz zbyt nieśmiały, by zagadywać prawie nieznajomą. Szli międzi działkami gdzie szczekały psy, miauczały koty, liście owocowych drzew szeleściły od chłodnego wiatru, a trawa na niby ścieżkach była już mokra od porannej rosy. Doszli to mostu, pod którym kiedyś jeździł pociąg, stare tory zarośnięte trawą do kolon, dookoła nie było nic, prócz jednego małego budynku. Było to miejsce gdzie kiedyś przebywała osoba zajmująca się ruchem kolejowym, który już od wielu lat jest nie czynny. Mały budynek miał jedno okno wychodzące na stronę torów i jedne drzwi, a raczej miejsce po drzwiach. Wszystkie jego ściany były pomalowane przez Nicolę i Kamila.
- Zaczkaj tu - oznajmiła podając Mateuszowi swoją torbę.
Sama weszła do środka. Kamil siedział na parapecie okna, wpatrując się wysoko w niebo.
- Tam jest twoja gwiazda ode mnie i moja gwiazda od ciebie. One nigdy nie znikną - szepnęła cicho. Uniósł głowę do góry. Patrzył na nią z tym samym żalem w oczach co na plaży - Nie chcę cię zostawiać. Naprawdę nic nie mogę poradzić.. - tłumaczyła się - Nie wyobrażam sobie życia bez c..
- Przepraszam - przerwał jej, po czym wstał, podszedł do niej i przytulił do siebie z całych sił. - Boję się, że nie dam sobie rady bez ciebie, Niki, ale to nie usprawiedliwia mojego zachowania. Zachowałem się jak dupek zostawiając cię tam samą. Tak nagle z tym wyskoczyłaś..
- Dowiedziałam się wczoraj, rano. Zastanawiałam się jak Ci o tym powiedzieć. Nie chciałam cię nigdy zranić. Przecież wiesz jak ważny dla mnie jesteś - wtuliła się w jego ramiona zastanawiając się co teraz będzie z nimi, z jej życiem, szkołą. Ze wszystkim. Mateusz po cichu zostawił torbę w wejściu i poszedł do domu. Przytuleni usiedli na parapecie i w milczeniu obserwowali gwiazdy.
- Niki - powiedział w pewnym momencie chłopak przerywając ciszę - Pamiętaj, że ta gwiazda ode mnie nigdy nie przestane świecić, zawsze będzie symbolizowała nas, moją miłość do ciebie - uśmiechnął się do niej, tym uśmiechem, który tak bardzo uwielbiała. Patrzyli sobie przez chwilę w oczy. Odwzajemniła jego uśmiech spoglądając na gwiazdę.
- Nie wyjadę - powiedziała stanowczo w pewnym momencie.
- Przecież Twoi..
- Nie obchodzi mnie to ! - przerwała mu - oni niszczą mi życie - twarz poczerwieniała jej ze złości. Kamil przytulił ją tylko do siebie, niepewny co jego ukochana ma zamiar zrobić.
Na horyzoncie wschodziło słońce. Chłopak odprowadził Niki pod dom.
- Daj mi znać jak będziesz już wiedziała. Jeśli nic z tego. Będę chciał się pożegnać - pocałował ją jak nigdy. Jakby to miał być ich ostatni pocałunek - Kocham Cię najmocniej na świecie - szepnął odchodząc. Nicole z kącikami ust opadającymi do dołu weszła do domu zderzyć się z rzeczywistością i brutalnością życia i otaczającego ją świata.