wtorek, 27 grudnia 2011
Rozdział VI - Z raju do piekła.
Kolejne kilka godzin spędzili wspólnie w salonie z miską chipsów, piwami i telewizją. Nie oglądali jednak nic, Nicola opowiadała Sarze o jej ostatnich dniach z najdrobniejszymi szczegółami.
- No i właśnie tak to wygląda - westchnęła głęboko kończąc - jebie się, strasznie - do jej bursztynowych oczu napłynęły łzy, zacisnęła je by nie rozmazać makijażu. Sara przytuliła ją z całych sił.
- Kochanie, czemu od razu po mnie nie zadzwoniłaś ? - spytała marszcząc czoło z rozczarowania - Wydawało mi się, że jestem dla ciebie ważna ? - spojrzała groźnie na przyjaciółkę uśmiechając się przy tym
- Jesteś. Tam samo jak on - machnęła ręką na Daniela.
- Ładnie, ja to sobie zapamiętam ! - zaśmiał się chłopak pochłaniając chipsy garściami
- Nie przejmuj się nimi, pierdolić ich. Jak oni w ogóle mogli to tyle przed tobą ukrywać ? - zastanawiała się Sara
- Chuj z tym - mruknął Daniel - masz przecież nas, nie ?
- Tacy byle jacy ale jesteśmy - dodała z wielkim uśmiechem na twarzy czrnowłosa dziewczyna
- Ale was osobnych was ? Czy was takich razem w pakiecie ? - spytała Nicola podstępnie się uśmiechając. Sara przeczesała włosy z zaskoczenia, przygladając się rozłożonemu z piwem w ręku na fotelu Danielowi. Zakaszlała chcąc zwrócić uwagę chłopaka. Spojrzał na nią, wziął łyk piwa.
- Pytaj się tej pięknej obok. Sądzę, że decyzja należy do niej
- Sądzę, że nas w pakiecie - odpowiedziała po chwili namysłu wstając i wskakując chłopakowi na kolana. Pocałowała go w nas czubek nosa. To dzięki nim Nicola była w stanie uśmiechnąć się w najgorszy dzień. Oni wprowadzali w jej szare życie słońce. Dawali poczucie, że są i będą, potrafili ją rozśmieszać, był tylko jeden jedyny warunek - musili być razem. Osobno byli przeciętnymi istotami nie mającymi prawie nic do zaoferowania, szarzy, smutni, przygnębieni, bez życia, tak jakby nie istnieli. Byli sobie niezbędni. Byli niezbędni dla niej.
- Nawet nie wiecie jak pięknie wyglądacie - mruknęła Niki zagladając ponownie w telefon.
- A co z Kamilem ? - spytała Sara opierając głowę o ramię Daniela
- Nie wiem właśnie. Nic nie pisze - westchnęła biorąc łyk piwa
- Zadzwoń do niego - zaproponował Daniel
- Masz rację - uśmiechnęła się wybierając numer do swojego ukochanego - Skarbie ? - spytała po kilku sygnałach gdy odebrał. Rozmawiali chwilę po czym Niki rozłączyła się.
- I jak ? - spytali równocześnie
- Dobrze. W szkole jest, mamy spotkać się po południu - uśmiechnęła się szeroko rzucając telefon na drugi koniec długiej, kremowej sofy - To co robimy zakochańce ? - rzuciła w ich stronę poduszką. Chwilę potem dostała garścią chipsów, które rozsypały się po całym pokoju. Zabawę jednak przerwał dwonek do drzwi.
- Pójdę otworzyć - powiedział Daniel kładąc Sarę na sofie obok Nicoli.
- Dzień dobry. Pan Daniel Ignacki ? - rozpoczął stojący naprzeciw niego policjant.
- Taa. Czego znowu ode mnie chcecie ? - spytał ze skawaszoną miną nastolatek
- Od ciebie nic. Dostaliśmy informacje, że jest u ciebie nijaka Nicola Pawlak.
- Nic podobnego, musiało się wam coś pochrzanić w tych waszych papierkach - mruknął chcąc zamknąć drzwi. W tym momencie podbiegła Nicola z Sarą
- Kto to ? - wbiegła w drzwi z uśmiechem, których natychmiast zniknął na widok mundurowego - On nic nie zrobił - warknęła - Dajcie mu święty spokój.
- Nicola ?
- A bo co ? - wtrąciła Sara
- Nicola Pawlak ma udać się ze mną do swojego domu.
- Przepraszam bardzo, ale ja nie mam domu, a tym bardziej rodziny - brunetka uśmiechnęła się z pogardą wskazując na radiowozu ręką, dając znak, że pora już iść.
- Przykro mi. Musisz wrócić ze mną, odwiozę cię do domu - oznajmił
- Chyba sobie jaja człowieku robisz, nie idę.
- Owszem. Mam prawo zabrać cię, choćby siłą. Jesteś nieletnia twoi rodzice cię szukają - chwycił ją za rękę. Daniel zrobił się czerwony chciał uderzyć policjanta, jednak Nicola zatrzymała jego dłoń.
- Daj spokój - wyrwała rękę z uścisku mężczyzny - nie warto Daniel. Zaraz pójdę, pożegnam się tylko
- Niki jesteś pewna ? - spytał zdenerwowany chłopak mierząc mężczyznę wzrokiem
- Tak, nie ma na to rady. Nie można uciekać przez swoimi sprawami - westchnęła - Sami po sobie widzicie - uśmiechnęła się lekko zerkając na przyjaciół
- Ale..
- Ona ma racje - przerwała mu Sara - nie można wiecznie czekać, aż problemy rozwiążą się same. Tylko pogorszymy sytuację. Daj znać jak dojedziesz do piekła - pocałowała przyjaciółkę w policzek.
- Ale siedzę z przodu - bąknęła podchodząc do radiowozu
- Ale to wbrew przepisom
- Albo w ogóle nie jadę
- Wsiadaj - mężczyzna wskazał na drzwi. Niki pomachała przyjaciołom uśmiechając się do nich na pożegnanie, gdy tylko zniknęła z pola widzenia przyjaciół uśmiech mimowolnie zniknął. Pozostawiając parę na szybkie zastanawiała się nad jej życiem. Co ją czeka. Jak będzie wszystko wyglądało.
- Co ze mną będzie ? - spytała rysując coś na szybie
- Wrócisz do domu
- Nie mam domu - zmazała napis na szybie spoglądając na kierującego pojazdem mężczyznę
- Masz, można powiedzieć nawet, że masz dwa domy - uśmiechnął się patrząc na drogę
- Nie pierdol ! - skrzywiła się
- Wyrażaj się, mogę ci mandat wystawić, chcesz ? - nie odpowiedziała nic. Zmarszczyła nos i brwi przyglądając się domom które właśnie mijali.
- Jaka jest tamta rodzina wiesz może ?
- Nie wiem. Ale na pewno nie będzie tak źle jak ci się wydaje. Jesteśmy - oznajmił wysiadając z samochodu.
- Przecież wiem, gdzie jesteśmy. To piekło. - warknęła otwierając drzwi od samochodu.
- Córeczko - podbiegła Małgorzata udając kochającą mamusię i całując ją w policzek - gdzieś ty była ?
- Weź przestań idiotko. Robisz z siebie nie wiadomo co. Przestań udawać, nie warto - pomyślała odpychając ją i kierując się po schodach na górę i do pokoju. Weszła, zamknęła się na klucz i położyła się na łóżko patrząc w sufit i oglądając gwiazdy.
- Pamiętaj, że ta gwiazda ode mnie nigdy nie przestane świecić, zawsze będzie symbolizowała nas, moją miłość do ciebie - przypomniała sobie słowa Kamila i uśmiechnęła się sama do siebie zamykając oczy.