niedziela, 18 grudnia 2011

Rozdział III - To chyba jakiś żart !


Już w drzwach usłyszała głośną rozmowę dobiegającą z kuchni obok salonu, rozmowa przypominała kłótnię. Rodzice Nicoli nigdy nie kłócili się przy niej, nie miała pojęcia jak wygląda kłótnia między nimi. Usiadła na schodach prowadzących na górę i wsłuchując się w romowę, podciągnęła nogi do góry zaciągając rękawy u swojej cimnofioletowej bluzy. 
- Musimy jej powiedzieć ! - krzyczała mama - Musi w końcu wiedzieć jak naprawdę jest.
- Dobrze wiesz, że to niemożliwe. Chcesz zrujnować jej całe życie - tłumaczył ojciec próbując ją przekonać.
- Jak długo chcesz ukrywać ten fakt ?! Myślisz, że nigdy się nie dowie ? Lepiej, żeby dowiedziała się teraz niżeli miałaby dowiedzieć się od kogoś innego w innych okoliczściach, albo od nich, przecież już jej szukają - tata Nicoli ucichł po tych słowach. A dziewczyna zastanawiała się jedynie o co może chodzić.
- Może wcale nie chodzi o mnie.. - myślała - przecież bardziej nie można mi spierdolić życia - westchnęła cicho wciąż siedząc na schodach. W głębi duszy nie chciała wiedzieć o co chodzi.
- Powiemy jej dziś. Jak wróci - oznajmiła mama i prawdobodobnie wróciła do gotowania obiadu.
- Nie możemy - mruknął - nie mogę jej stracić, jest dla mnie taka ważna.. Nie rozumiem czemu ty nie możesz pokochać jej tak jak ja.
- Bo to nigdy nie będzie Kasia, nasza Kasia ! - wrzasnęła zanosząc się łzami i rzucając talerzem w ziemię - To nigdy nie będzie nasza córka, tylko jakiś bachor, prawodopodobnie z patologicznej rodziny - oczom Nicoli ukazałało się całe jej życie. Zrozumiała czemu jej własna matka nigdy jej nie kochała, to po prostu nie była jej matka. Po policzku spłynęła łza. Zerwała się ze schodów i wybiegła z domu. Szybko z nią wybiegł jej ojciec Andrzej, jak do tej pory jedyny z którym miała dobre kontakty w domu. 
- Nicola ! - krzyknął za dziewczyną biegnącą przed siebie.
- Wróci, każda suka wraca.. - bąknęła Małgorzata dochodząc do drzwi w których stał jej mąż. Nie skomentował jej słów. Czuł żal do siebie, że skrzywdził sowją ukochaną córkę, świata poza nią nie widział, a teraz patrzył jak biegnie, jak ucieka od niego. 
Niki dobiegła do miejsca w którym spędziła pół nocy. Wsunęła się w kąt budynku chowając twarz w kolanach.
- Nienawidzę ich ! Nienawidzę ich ! Jak oni mogli ?! - krzyczała omal nie wyrywając sobie włosów z głowy. Po jej bladych licach płynęły potoki łez. Wyjęła telefon przetarła oczy, zaciągnęła kilka razy nosem wycierając go w rękaw, napisała sms'a : " Przyjdź. Potrzebuję Cię. " Wstała i ruszyła w kierunku rzeki, było to kilka minut drogi. Stał tam chłopak w białej bluzie, w kapturze, rozglądając się na boki. Gdy tylko odwrócił się w jej stronę, zaczęła biec w jego kierunku, rzuciła mu się na szyję i zaczęła płakać zatapiając twarz w jego bluzie.
- Niki, co się stało ?! - chłopak był wyraźnie przerażony widokiem tak roztrzęsionej przyjaciółki. Przytulił ją, głaszcząc po jej rozczochranych, kasztanowych włosach. 
- Nienawidzę ich, nienawidzę.. - powtarzała zanosząc się co chwila sprzmatycznym płaczem.
- Nicola, powiedz mi kogo ! Zrobię z nimi porządek. Kto cię skrzywdził ? - pytał, ale zamiast odpowiedzi słyszał tylko głośne zanoszenie się płaczem i usiłowanie złapania oddechu przez dziewczynę. Łzy zmoczyły mu bluzę. Po klilkunastu minutach Nicola zaczęła mówić, powoli się uspokajając.
- Nienawidzę moich rodziców - spojrzała na jego twarz, na której widniała blizna bo cięciu nożem. Było to za czasów małolata, gdy jeszcze nie byli do siebie tak ważni. Przeszli ze sobą mnóstwo, wzloty i upadki, zawsze mogli na siebie liczyć. Byli jak brat i siostra. Byli nierozłączni. 
- Co oni znowu zrobili ? - skrzywił się na samą myśl o tym jak niszczą jej życie, najpierw chcieli zrobić z niej kogoś kim nie jest, wieczne kary i ograniczenia, wyprowadzka. Daniel wiedział o wyjeździe nastolatki od razu kiedy tylko Niki się dowiedziała, spotkali się w tym samym miejscu, wtedy jednak nie była aż taka roztrzęsiona jak tym razem. Nigdy nie widział jej w takim stanie. Nie spodziewał się nawet że mogłąby być w takim stanie kiedykolwiek, zawsze była silna, teraz..
- To nie moi rodzice. Możesz to sobie wyobrazić ?! - unósł się ton jej głosu. Odsunęła się od niego zaczesując włosy do tyłu i wycierając mokrą od łez twarz. Opowiedziała mu co się wydarzyło. Postanowiła na jakiś czas zamieszkać z Danielem, u niego w domu. Idąc w kierunku jego domu przeszli przez most na drugą stronę rzeki, przeszli przez gęsty las i doszli do dużego, beżowego domu. Jego rodzice nigdy nie mieli nic przeciwko niej. Kiedyś nawet śmiali się mówiąc, że są dla siebie stworzeni, ale nigdy nie było takiej sytuacji między nimi dwojgiem. Telefon Niki dzwonił całą drogę, Andrzej próbował się do niej dodzwonić, nie odbierała, nie wiedziała nawet co mu powiedzieć. Weszli do środka. Daniel był bogatym i rozpieszczonym gnojkiem, zawsze zadawał się z niewłaściwymi osobami, tylko Nicola była w miarę normalna. Choć miewała swoje odskoki od rzeczywistości. Wchodząc do jego pokoju, zobaczyła przez okno wjeżdżające na plac przed domem czerwone volvo Andrzeja.